Jak smakuje Irlandia – krótka mapa lokalnej kuchni
Kuchnia irlandzka na pierwszy rzut oka wydaje się bardzo prosta: dużo ziemniaków, mięsa, masła i gęstych zup. W praktyce to właśnie ta prostota – połączona z dobrym produktem – robi największe wrażenie. Większość tradycyjnych dań to klasyczne comfort food: sycące, rozgrzewające, stworzone po to, żeby przetrwać zimny deszcz, wiatr i kilkugodzinną pracę w polu albo na morzu.
Na talerzu często lądują ziemniaki w kilku wersjach naraz (puree, gotowane, pieczone), do tego kawałek duszonej wołowiny lub jagnięciny, sporo sosu, garść prostych warzyw i kromka gęstego brown soda bread z masłem. W nadmorskich miasteczkach ten sam schemat zastępuje się rybą i owocami morza: seafood chowder, świeży dorsz, małże, ostrygi. Zero fajerwerków na talerzu, ale jeśli kuchnia i produkty są dobre, efekt jest zaskakująco satysfakcjonujący.
Przez wiele lat kuchnia irlandzka miała kiepską reputację. Kojarzyła się z rozgotowanymi warzywami, mdłymi ziemniakami i nijaką wołowiną. Zmiana przyszła wraz z okresem „Celtic Tiger” (gospodarczy boom od lat 90.) oraz modą na lokalne, sezonowe produkty. Młodzi szefowie kuchni zaczęli sięgać po to, co Irlandia ma najlepsze: masło, śmietankę, wołowinę grass-fed, jagnięcinę, łososia, sery rzemieślnicze i świeże ryby. Dziś w dobrych pubach i restauracjach można zjeść jedzenie, które nie tylko syci, ale też naprawdę cieszy podniebienie.
Pub grub a kuchnia restauracyjna – czego się spodziewać
Dla przeciętnego turysty pierwszym kontaktem z kuchnią irlandzką jest pub. Nie ma w tym nic złego – irlandzkie puby serwują tzw. pub grub, czyli solidne posiłki do piwa: burgery, fish & chips, stews, shepherd’s pie, curry, zupy z chlebem. Porcje są duże, jedzenie proste i uczciwe. Idealne miejsce, by spróbować seafood chowder, irish stew czy świeżej ryby w panierce, nie rujnując budżetu.
Restauracje (zwłaszcza w większych miastach jak Dublin, Cork czy Galway) idą krok dalej. Tu kuchnia irlandzka pojawia się w wersji „modern Irish”: lokalne produkty, ale często w bardziej kreatywnym wydaniu. Zamiast standardowego stew możesz dostać jagnięcinę w ziołowej panierce z puree z pasternaku, a zamiast zwykłego łososia – wędzonego na torfie, podanego z domowym soda bread i masłem z wodorostami.
Różnice warto mieć w głowie:
- Pub – luźna atmosfera, duże porcje, ceny umiarkowane, jedzenie od bardzo przeciętnego do zaskakująco dobrego. Świetne miejsce na irish breakfast, chowder, fish & chips, burgera, stew.
- Restauracja bistro / modern Irish – mniejsze porcje, większy nacisk na jakość i prezentację, wyższe ceny, częściej lokalne i sezonowe produkty.
- „Tourist traps” – lokale przy głównych atrakcjach, menu w dziesięciu językach, fish & chips w mikrofali, chowder z mrożonki. Takie miejsca lepiej omijać.
Jak wygląda dzień jedzeniowy w Irlandii
Planowanie dnia pod kątem jedzenia pomaga lepiej korzystać z lokalnej kuchni. W Irlandii funkcjonuje kilka ważnych pojęć w menu:
- Breakfast – od prostego tosta z dżemem po full Irish breakfast z kiełbaskami, bekonem i puddingiem. Serwowane zwykle do godz. 11–12.
- Lunch – przeważnie 12:00–15:00. Popularne są zupy z chlebem, kanapki, sałatki, czasem mniejsza porcja dania głównego.
- Early bird – bardzo ważne słowo w menu. To zestaw (zwykle przystawka + danie główne, czasem deser) w niższej cenie, serwowany wcześnie, np. 17:00–19:00. Świetny sposób, by spróbować kuchni restauracyjnej bez płacenia „pełnej” ceny.
- Dinner – główny posiłek dnia, od ok. 18:00. W pubach menu bywa takie samo jak w porze lunchu; w restauracjach pojawiają się pełne karty z przystawkami, daniami głównymi i deserami.
- Bar food – jedzenie dostępne w pubie równolegle z alkoholem. Czasem tylko przekąski (crisps, orzeszki), ale w wielu lokalach całe menu: od zup po steki.
Do tego dochodzi ważny kontekst historyczny: Irlandia to kraj, który przeżył Wielki Głód Ziemniaczany w XIX w. (potato famine) i masową emigrację. Ziemniak był podstawą wyżywienia, więc gdy plony padły, system się załamał. Ta historia siedzi głęboko w kulturze – stąd obsesja na punkcie sycących porcji i niechęć do marnowania jedzenia. Dania są „na bogato”, bo nikt nie chce wyjść ze stołu głodny, a składniki mają być proste, ale treściwe.

Irlandzkie produkty, które nadają ton całej kuchni
Żeby zrozumieć, co zjeść w Irlandii, warto najpierw spojrzeć na produkty-bohaterów. To one wracają na talerzu w różnych kombinacjach, od śniadania po kolację.
Ziemniaki w każdej postaci – jak je czytać w menu
Ziemniaki w Irlandii pojawiają się dosłownie wszędzie. Jeśli w menu jest main course, w 90% przypadków dostaniesz do niego jakąś formę ziemniaka. Na karcie zobaczysz różne nazwy:
- Mashed potatoes / mash – ziemniaki puree, często z dodatkiem masła, śmietanki, czasem szczypiorku. Gładkie, kremowe, idealne do sosów i stew.
- Roast potatoes – ziemniaki pieczone, zwykle w tłuszczu i z chrupiącą skórką. Przy dobrym wykonaniu – małe złoto.
- Boiled potatoes – gotowane, czasem z masłem i pietruszką. Proste, ale przy świeżych, mączystych odmianach potrafią być zaskakująco dobre.
- Chips – frytki, grubo krojone, często „domowe”. Idealne do fish & chips czy burgera.
- Wedges – łódeczki ziemniaczane, zwykle pieczone lub smażone, często z przyprawami.
- Colcannon / champ – puree ziemniaczane z jarmużem lub kapustą (colcannon) albo z szczypiorkiem (champ). Klasyczny dodatek do mięs.
Zdarza się, że na jednym talerzu lądują roast potatoes i mashed potatoes naraz. Dla Polaka to może być śmieszne, ale w irlandzkiej logice „lepiej więcej ziemniaków niż mniej”. Jeśli chcesz zjeść lżej, możesz poprosić: “Could I have salad instead of chips, please?” albo “No potatoes, just vegetables, please.”
Nabiał: masło, śmietanka i sery, które robią różnicę
Irlandia to kraj krów na zielonych pastwiskach. To nie jest folder reklamowy, tylko faktycznie codzienny widok – łagodne, deszczowe lato, dużo trawy, mało upałów. W efekcie nabiał bywa tu wybitny:
- Masło – żółte, tłuste, o wyraźnym smaku. W dobrych restauracjach i B&B dostajesz je do soda bread i brown bread. Warto zwrócić uwagę na Irish salted butter – z solą morską.
- Śmietanka – gęsta, słodkawa, intensywna. Podstawa seafood chowder, deserów i sosów. Kawa z irlandzką śmietanką to osobna przyjemność.
- Sery – klasyczny jest cheddar, ale pojawia się w niezliczonych lokalnych wersjach. Do tego Cashel Blue (niebieski ser z hrabstwa Tipperary), kozie sery z małych farm, różne semi-soft i hard cheese. W większych miastach szukaj „cheese platter” albo „Irish cheese board”.
Nabiał wyraźnie naznacza smak wielu dań: puree ziemniaczane jest bardziej maślane, chowder gęstszy, a desery typu cheesecake czy panna cotta bardziej kremowe niż w wielu innych krajach Europy. Jeśli lubisz masło, Irlandia będzie dla ciebie kulinarnym spa.
Mięsa: wołowina, jagnięcina, wieprzowina
Mięso w irlandzkim wydaniu to przede wszystkim wołowina i jagnięcina. Wieprzowina też jest obecna (szczególnie w śniadaniach i boczku), ale królują krowy i owce. Na co zwrócić uwagę w menu?
- Irish beef – wołowina z krów wypasanych na trawie. W menu widzisz często: sirloin steak, ribeye, beef stew, beef & Guinness pie. W stew mięso jest długo duszone, miękkie i zanurzone w gęstym sosie – idealne na zimno i deszcz.
- Lamb (jagnięcina) – bardzo charakterystyczny produkt z zachodnich i górzystych regionów (Connemara, Kerry). Występuje jako roast lamb, lamb shank (golonka jagnięca), lamb stew. Często podawana z puree i warzywami korzeniowymi.
- Pork (wieprzowina) – mniej wyrafinowana, ale ważna: bekon (rashers), kiełbaski (sausages), pork chop, boczek do full Irish. W pubach popularne są też pork ribs w sosie BBQ.
Jeśli masz ochotę na klasyczne irlandzkie „mięsne” danie, szukaj w menu słów: stew, roast, pie, shank. To sygnał, że dostaniesz coś powolnie gotowanego, z dużą ilością sosu i (najpewniej) sporą porcją ziemniaków.
Ryby i owoce morza – co zamówić nad Atlantykiem
Dzięki położeniu nad Atlantykiem Irlandia stoi rybami i owocami morza. Problem w tym, że w części turystycznych miejsc wykorzystuje się to głównie do sprzedaży „generic fish & chips z mrożonki”. Warto szukać lokali, które podają:
- Cod / haddock – dorsz i plamiak. Klasyk do fish & chips. Najlepszy jest świeży, w lekkiej, chrupiącej panierce, a nie gumowy płat z głębokiego mrożenia.
- Salmon – świeży lub wędzony. Irlandzki łosoś, zwłaszcza dziki i wędzony na tradycyjnych metodach, bywa świetny. Często serwowany jako przystawka z chlebem sodowym, masłem i cytryną.
- Mussels – małże, zwykle podawane w białym winie, śmietance, z czosnkiem lub ziołami. W portowych miasteczkach potrafią być tanim i pysznym obiadem.
- Oysters – ostrygi, szczególnie znane w rejonie Galway (festiwal ostryg). Sprzedawane na sztuki, na lodzie, z cytryną i sosem z szalotką.
- Seafood chowder – kremowa zupa z mieszanych ryb i owoców morza; danie tak ważne, że doczekało się osobnej sekcji niżej.
Najlepszym momentem na ryby jest oczywiście sezon i lokalne połowy. W małych miasteczkach nad morzem wypatruj haseł typu “fresh catch of the day” albo “locally sourced seafood”. Chowder, który smakuje jak wyciągnięty z zamrażarki, od razu zdradza lokal, który idzie na skróty.
Chleb i wypieki: soda bread, brown bread, scones
Irlandzki chleb jest inny niż polski. Bardziej gęsty, cięższy, z wyraźną nutą sody. To zasługa specyficznej technologii wypieku: zamiast drożdży używa się sody oczyszczonej i maślanki.
- Soda bread (white) – jasny chleb sodowy. Dość zbity, lekko wilgotny, z delikatnym posmakiem sody. Kroi się go w trójkąty lub grube kromki. W wersji domowej może mieć dodatki: rodzynki, płatki owsiane.
- Brown soda bread / brown bread – ciemniejsza, razowa wersja, z mąki pełnoziarnistej. To właśnie ten chleb najczęściej ląduje obok zupy albo w zestawie z łososiem wędzonym. Ma charakterystyczny, orzechowy smak.
- Scones – coś pomiędzy bułeczką a ciastkiem. Często podawane na śniadanie lub do popołudniowej herbaty, z masłem i dżemem, czasem z clotted cream.
Dobry soda bread poznasz po dwóch rzeczach: zapachu i wilgotności. Powinien pachnieć świeżo, lekko maślano, a w środku być miękki, nie przesuszony. Jeśli do chleba dostajesz w pubie porządne, twarde w dotyku masło, a nie kostkę „jak z samolotu”, to zazwyczaj dobry znak, że kuchnia traktuje klientów poważnie.
Tradycyjny irish breakfast – z czego się składa i jak to ugryźć
Full Irish to nie śniadanie, tylko mały projekt kulinarny. W klasycznym wydaniu dostajesz talerz, na którym każdy element walczy o twoją uwagę. Dobrze zrobiony irlandzki breakfast to jednak nie przypadkowa góra tłuszczu, tylko zestaw, który ma trzymać cię przy życiu przez cały chłodny, wietrzny dzień.
Co zwykle znajdziesz na talerzu
Szczegóły różnią się między regionami, hotelami i B&B, ale kilka składników wraca jak bumerang:
- Rashers – irlandzki bekon. Bardziej mięsny niż cienkie, chrupiące plastry znane z USA. To raczej coś między szynką a boczkiem: grubsze, soczyste, lekko słone.
- Sausages – śniadaniowe kiełbaski. Dość delikatne w smaku, drobno mielone, zwykle wieprzowe. Najlepsze są te dobrze wysmażone, z brązową, lekko chrupiącą skórką.
- Black pudding – kaszanka z krwią, owsem i przyprawami. Bogata, ziołowa, lekko pikantna. Kroi się ją w plastry i podsmaża na chrupko.
- White pudding – „jasna kuzynka” black pudding, bez krwi, za to z owsem, tłuszczem i przyprawami. Łagodniejsza, bardziej „kulebiakowa” w smaku.
- Eggs – najczęściej fried (sadzone) lub scrambled (jajecznica). W lepszych miejscach możesz poprosić o poached eggs (w koszulce).
- Baked beans – fasolka w pomidorowym sosie. Nie każdy ją kocha, ale dodaje słodyczy i odrobiny „comfort food”.
- Grilled tomato – przekrojony pomidor, podsmażony lub z grilla. Jego zadaniem jest wprowadzenie kwasowości i rozjaśnienie całej układanki.
- Mushrooms – pieczarki z patelni, często na maśle. Proste, ale kiedy są dobrze przypieczone, robią różnicę.
- Hash browns lub fried potatoes – nie wszędzie, ale coraz częściej. To placki/krążki z tartych ziemniaków albo po prostu smażone plasterki.
- Soda bread lub toast – kromki białego chleba tostowego albo domowy soda bread, zazwyczaj z masłem i dżemem obok.
Do tego obowiązkowo herbata lub kawa, czasem sok pomarańczowy. Śniadanie w wersji B&B często jest podawane „na zamówienie”: zaznaczasz wieczorem, co chcesz, a rano dostajesz świeżo usmażone.
Jak nie zemdleć z przejedzenia – kilka praktycznych trików
Pełne irlandzkie śniadanie potrafi być wyzwaniem, zwłaszcza dla kogoś, kto na co dzień je jogurt i banana. Kilka prostych rozwiązań sprawi, że przeżyjesz tę przygodę bez kulinarnego kaca:
- Nie musisz brać „full” wersji. W wielu miejscach możesz poprosić: “Could I have a smaller Irish breakfast, please? Just eggs, bacon and toast.” Nikt się nie obrazi, kucharz odetchnie.
- Zostaw to, czego nie lubisz. Nie przepadasz za fasolką? Zostaw. Chcesz spróbować black pudding, ale nie wiesz, czy przełkniesz dwa plastry? Zjedz jeden. Tu nie ma egzaminu z pustego talerza.
- Zacznij od warzyw i jajek. Dla żołądka będzie łagodniej, jeśli nie ruszysz od razu na podwójną porcję kiełbasek.
- Planuj dzień pod śniadanie. Po konkretnym irish breakfast lekki lunch typu zupa + chleb będzie w sam raz. Trzydaniowy obiad kilka godzin później to proszenie się o znużenie, a nie przyjemność.
W B&B często pojawia się pytanie: “Would you like the full Irish?”. Jeśli chcesz przetestować, ale nie przesadzić, możesz odpowiedzieć: “Yes, but small portions, please.” i zobaczyć, jak serio dana rodzina traktuje słowo „small”.
Pełne śniadanie w wersji współczesnej
Nowocześniejsze kawiarnie i brunchownie bawią się klasycznym irish breakfast. Na menu pojawiają się interpretacje:
- Irish breakfast bap – buła wypełniona bekonem, kiełbaską, jajkiem i sosem (często brown sauce lub ketchup). Całe śniadanie w formie kanapki.
- Breakfast wrap – tortilla z jajkami, bekonem, black pudding i warzywami. Idealna, jeśli akurat pędzisz na autobus.
- Veggie Irish breakfast – wersja wegetariańska, z wege-kiełbaskami, grillowanymi warzywami, jajkami, fasolką i grzybami.
- Vegan Irish breakfast – tofu scramble, wegańskie kiełbaski, grillowane pomidory, fasolka, pieczarki, hash browns, czasem wegańskie puddingi z owsa i przypraw.
Nawet jeśli unikasz mięsa, możesz więc „zjeść Irlandię na śniadanie” – tylko w innej konfiguracji. Kluczem jest sytość i ciepło, które trzymają cię w ryzach przez pół dnia.

Soda bread, brown bread i cały mikroświat pieczywa
Irlandzki chleb nie próbuje udawać francuskiej bagietki ani włoskiej ciabatty. Jest cięższy, bardziej uczciwy, trochę jak sweter z wełny – ma grzać i karmić, nie tylko ładnie wyglądać na zdjęciu.
Dlaczego w Irlandii używa się sody zamiast drożdży
Podstawowy powód jest historyczno-praktyczny: maślanka + soda oczyszczona pozwalają upiec chleb szybko, bez długiego wyrastania. W czasach, gdy nie każdy miał dostęp do drożdży i nie było stabilnej temperatury w kuchni, taka metoda była prostsza i pewniejsza.
Reakcja między sodą a kwasem z maślanki tworzy bąbelki dwutlenku węgla – chleb rośnie w piecu, a nie na blacie. Dlatego soda bread bywa bardziej zbity niż puszysty bochen pszenny, ale za to da się go upiec „od zera” w niecałą godzinę.
Brown bread – irlandzki chleb codzienny
Brown bread to robocza nazwa na pełnoziarnisty soda bread. W praktyce każdy dom i każda kawiarnia ma własną wersję: bardziej owsianą, bardziej pszenną, z dodatkiem nasion albo bez.
Najczęściej dostajesz go:
- jako dodatek do soup of the day – zupa + brązowy chleb + masło to zestaw idealny na chłodny, deszczowy dzień,
- w komplecie z smoked salmon – kilka kromek, masło, cytryna i od razu masz „małe święto” na talerzu,
- na śniadanie w B&B – obok tostów i scones, często jeszcze ciepły.
Świetnym testem jakości lokalu jest właśnie brown bread. Jeśli jest domowy, pachnący, lekko wilgotny, od razu wiesz, że ktoś tu w kuchni naprawdę się stara. Jeśli dostajesz suchą, kruszącą się cegiełkę z plastikowym masłem – możesz spodziewać się, że reszta też będzie „na skróty”.
Co jeszcze warto spróbować z irlandzkiej piekarni
Poza klasycznym soda bread pojawia się kilka wypieków, które często mijamy w gablotkach, nie do końca wiedząc, co to:
- Wheaten bread – bardzo podobny do brown bread, czasem bardziej owsiany, z lekko słodkawą nutą. Popularny szczególnie w Irlandii Północnej.
- Tea brack / barmbrack – ciasto-chleb na bazie suszonych owoców moczonych w herbacie. W okresie Halloween tradycyjnie piecze się barmbrack z „niespodziankami” (np. pierścionek w środku).
- Fruit soda bread – wersja chlebowa z rodzynkami lub innymi suszonymi owocami. Świetny do herbaty, zwłaszcza z grubą warstwą masła.
- Farls (częściej w Ulsterze) – płaskie kawałki chleba lub placków, pieczone kiedyś na blasze nad paleniskiem; często część lokalnego śniadania.
Jeśli trafisz do małej kawiarni z domowymi wypiekami, dobrze jest po prostu zapytać: “What’s homemade today?”. Zamiast standardowego tosta możesz dostać kawałek czegoś, co powstało rano w tej samej kuchni.
Jak zamawiać chleb jak miejscowy
W sklepach i kawiarniach nazwy czasem lekko się mieszają. Kilka „słów-kluczy” ułatwi orientację:
- Plain soda – jasny, podstawowy chleb sodowy.
- Brown / wholemeal / wheaten – wersje pełnoziarniste, zwykle zdrowsze i bardziej sycące.
- Seeded – z dodatkiem ziaren (słonecznik, siemię, pestki dyni).
- Homemade – magiczne słowo. „Homemade brown bread” prawie zawsze będzie lepszy od paczkowanego.
Na śniadaniu możesz spokojnie poprosić: “Could I have brown bread instead of toast, please?”. Dla wielu Irlandczyków to naturalny wybór – biały tost bywa traktowany trochę jak „na szybko”, a brown bread to mała duma narodowa.

Seafood chowder i inne zupy na irlandzką pogodę
Irlandzki klimat sprawia, że zupa to nie tylko wstęp do posiłku, ale często pełnoprawny obiad. Kiedy wieje, leje i temperatura latem przypomina polski październik, miska gorącego chowderu z kawałkiem brown bread potrafi uratować dzień.
Seafood chowder – król nadmorskich menu
Seafood chowder to gęsta, kremowa zupa z mieszanki ryb i owoców morza. Talerz, w którym masz jednocześnie ciepło śmietanki i smak Atlantyku. Skład różni się w zależności od lokalu, ale zwykle znajdziesz w nim:
- kawałki białej ryby (cod, haddock, hake),
- łososia,
- mule, czasem małe krewetki lub inne skorupiaki,
- ziemniaki, marchew, seler naciowy, por,
- śmietankę, masło, zioła (np. tymianek, pietruszka),
- czasem odrobinkę Guinnessa lub białego wina dla smaku.
Dobry chowder powinien być gęsty od składników, nie od mąki. W misce ma pływać sporo ryby i warzyw, a nie zagubione kosteczki w mlecznej zawiesinie. Zwykle dostajesz do niego brown bread lub soda bread i masło – i to w pełni wystarcza jako sycący posiłek.
Jak rozpoznać, czy chowder jest „wart swojej śmietanki”
Po jednym łyku można sporo wyczuć. Kilka sygnałów:
- Zapach – ma być morski, ale nie „piwniczny”. Jeśli zapach ryby jest agresywny, to zły znak.
- Struktura – gęsta, kremowa, ale nie kleista. Jeśli myślisz „budyń”, a nie „zupa”, ktoś przesadził z zagęszczaczem.
- Widoczne składniki – wypatruj kawałków ryby, warzyw, ewentualnie muszli. Sama biała masa z paroma kostkami to raczej wersja budżetowa.
- Chleb obok – kiedy obok ląduje świeży brown bread z porządnym masłem, rosną szanse, że w kuchni dbają też o samą zupę.
W małych miasteczkach nad oceanem warto dopytać: “Is the chowder made fresh here?” i “What fish do you use today?”. Szczera odpowiedź typu „we use frozen mix” mówi wszystko. Wtedy można śmiało przeskoczyć do innego dania.
Irish stew, coddle i inne „płynne kołdry”
Poza chowderem irlandzkie menu zupno-gulaszowe jest całkiem bogate. Część dań to coś pomiędzy zupą a drugim daniem – gęste, sycące, podawane w misce.
- Irish stew – klasyka z jagnięciny lub baraniny, z ziemniakami, marchewką, cebulą i selerem. Rzadko spotkasz je jako „czysta zupa”; to raczej gęsty gulasz, często serwowany z chlebem lub ziemniaczanym puree.
- Beef & Guinness stew – wołowina duszona w piwie Guinness, z warzywami korzeniowymi. Kolor ciemniejszy, smak głębszy, lekko karmelowy. Zwykle podawany w misce lub w formie „pie” pod przykrywką z ciasta.
- Dublin coddle – danie typowe dla Dublina: długo duszona mieszanka kiełbasek, bekonu, ziemniaków i cebuli, czasem marchewki. Wygląda skromnie, ale w smaku przypomina solidne jedzenie „z garnka u babci”.
- Vegetable soup – zupa warzywna, zwykle krem, oparty na marchewce, selerze, porze, ziemniaku. Może brzmieć nudno, ale często jest bardzo domowa i dobrze przyprawiona, idealna jako lżejsza opcja.
Soup of the day – irlandzki klasyk tablicy przy wejściu
W irlandzkich kawiarniach i pubach jednym z najpewniejszych wyborów jest po prostu soup of the day. Brzmi nudno? A jednak to często najbardziej „domowe” danie w karcie, bo kucharz robi je z tego, co akurat jest świeże i pod ręką.
Najczęstsze smaki to różne wariacje na bazie warzyw korzeniowych i sezonu:
- Carrot & coriander – marchewka z kolendrą, kremowa i słodkawa.
- Potato & leek – ziemniak z porem, bardzo łagodna, sycąca zupa.
- Tomato & basil – idealna, jeśli tęsknisz za bardziej „śródziemnomorskim” akcentem.
- Broccoli & cheese – brokuły z dodatkiem sera (często cheddar), gęsta i treściwa.
Prawie zawsze dostajesz do niej kromkę brown bread lub czasem biały chleb, plus masło. Dla wielu osób to standardowy lunch w pracowity dzień: coś ciepłego, ale nie tak ciężkiego jak cały irish breakfast.
Dobry trik: jeśli widzisz ręcznie napisaną tablicę przy wejściu z informacją o soup of the day i godzinach serwowania lunchu, szanse na domową, niepółprodukowaną zupę rosną.
Jak zamawiać zupy, żeby się nie rozczarować
Irlandzka kuchnia bywa prosta, ale to nie znaczy, że wszystko zawsze będzie zachwycać. Kilka krótkich pytań potrafi sporo wyjaśnić, zanim wylądujesz z talerzem przeciętnej „zupy z kartonu”.
Możesz spokojnie zapytać obsługę:
- “Is the soup homemade?” – wiele miejsc jest z tego dumnych i chętnie odpowiada „Yes, it is”.
- “Is there cream in it?” – ważne dla osób, które unikają nabiału lub wolą lżejsze dania.
- “Is it vegetarian / vegan?” – część zup warzywnych jest na bulionie warzywnym, inne na drobiowym.
Jeśli słyszysz niepewne „I think so…”, a kelner musi znikać na długo, by się dowiedzieć, istnieje ryzyko, że zupa przyjechała w wiadrze od dostawcy. Wtedy czasem lepiej skręcić w stronę tostów lub sałatki.
Dobrze jest też zerknąć, czy zupa pojawia się w lunch special typu „soup & sandwich combo”. W wielu knajpkach za rozsądną cenę dostajesz miskę zupy i pół kanapki (np. z szynką i serem albo z tuńczykiem), co spokojnie wystarcza za porządny, ale nieprzejedzony posiłek.
Co jeszcze zjeść w Irlandii: od fish & chips po kruszonki z rabarbarem
Kiedy masz już za sobą irish breakfast, spróbowałeś soda bread i chowderu, pojawia się kolejne pytanie: co dalej? Irlandzkie stoły nie kończą się na śniadaniu i zupie. Jest kilka dań, które często wyskakują z menu w pubach i małych bistro, a dobrze je znać, żeby nie brać wszystkiego „w ciemno”.
Fish & chips – prostota prosto z Atlantyku
Fish & chips niby jest daniem kojarzonym głównie z Wielką Brytanią, ale nad irlandzkim wybrzeżem też ma się świetnie. Klucz? Świeża ryba i ciasto, które jest chrupiące, a nie tłuste i gumowe.
Najczęściej trafisz na:
- cod – dorsz, lekki, delikatny,
- haddock – plamiak, o wyrazistszym smaku,
- czasem inne białe ryby lokalne, zależnie od połowów.
Porcje bywają ogromne. Jeśli nie masz wilczego apetytu, dobrze jest zapytać, czy można zamówić “small portion” albo podzielić się z towarzyszem. W wielu nadmorskich miasteczkach znajdziesz też chippery (takeaway z rybą i frytkami), gdzie rybę bierze się na wynos i zjada na ławce, patrząc na fale – i to jest dopiero pełen pakiet doznań.
Zwróć uwagę na dodatki: tartar sauce (sos tatarski), mushy peas (puree z zielonego groszku) i oczywiście salt & vinegar na frytki. Ocet na frytkach może zaskoczyć, ale przy irlandzkiej pogodzie jakoś dziwnie „pasuje”.
Smoked salmon – łosoś w kilku odsłonach
Irlandia słynie z wędzonego łososia. To nie jest produkt, który trzeba długo reklamować – wystarczy pierwszy kęs porządnego, lekko tłustego plastra, żeby zrozumieć, o co tyle hałasu.
Najczęściej pojawia się na talerzu jako:
- smoked salmon on brown bread – kromka brązowego chleba, masło, łosoś, cytryna, czasem kapary lub cienko pokrojona cebula,
- smoked salmon & scrambled eggs – jajecznica na maśle z łososiem, klasyk hotelowych śniadań i brunchy,
- smoked salmon salad – miska sałaty, ogórek, awokado, jajko, a na wierzchu plastry łososia.
Jeśli chcesz spróbować naprawdę dobrego, szukaj w menu dopisku Irish smoked salmon lub nazw konkretnych regionów (np. łosoś z zachodniego wybrzeża). Czasem warto dopłacić kilka euro za lepszą jakość niż brać „jakikolwiek” łosoś w najtańszej kanapce.
Shepherd’s pie i cottage pie – comfort food spod pierzynki z ziemniaków
Jeśli myślisz o jedzeniu, które przypomina ciepły koc, to shepherd’s pie (z jagnięciną) i cottage pie (z wołowiną) nadają się idealnie. To nic innego jak warstwa mięsa mielonego duszonego z warzywami, przykryta puree ziemniaczanym i zapieczona, aż wierzch się lekko zarumieni.
Środek to zazwyczaj:
- mięso mielone (jagnięcina albo wołowina),
- marchew, groszek, cebula,
- sos na bazie bulionu, czasem z dodatkiem wina lub Guinnessa.
Porcje są konkretne, ale jednocześnie nie tak ciężkie jak smażone śniadanie. To dobry wybór na chłodny wieczór w pubie, kiedy masz ochotę na coś domowego, ale niekoniecznie chcesz trzy rodzaje mięsa na jednym talerzu.
Pieczone mięsa, sunday roast i pieprzny gravy
Tradycja sunday roast (niedzielnego pieczonego obiadu) jest w Irlandii równie silna jak w Wielkiej Brytanii. W hotelach, pubach i rodzinnych restauracjach w niedziele często znajdziesz zestawy typu:
- roast beef – pieczona wołowina,
- roast lamb – jagnięcina, soczysta i aromatyczna,
- roast chicken – kurczak, zazwyczaj w bardziej budżetowych zestawach,
- czasem roast pork z chrupiącą skórką.
Do tego dochodzą ziemniaki w dwóch formach (puree i pieczone), warzywa (marchew, brukselka, groszek) i gravy – sos pieczeniowy, często lekko pieprzny. To danie, które pokazuje, że irlandzka kuchnia wcale nie jest tylko „śniadaniowa”.
Jeśli trafisz do rodzinnego pubu w niedzielę i zobaczysz pełne stoliki ludzi jedzących to samo danie, jest spora szansa, że właśnie serwują niezłego sunday roasta. Dobrze wtedy zarezerwować miejsce lub przyjść trochę wcześniej – kuchnia potrafi się wyprzedać.
Wegetariańska i wegańska twarz irlandzkich dań
Przez lata irlandzkie menu było bardzo „mięsne”, ale czasy się zmieniają. W większych miastach, a coraz częściej i na prowincji, znajdziesz wegetariańskie i wegańskie wersje klasyków.
Jak to może wyglądać w praktyce?
- Vegan shepherd’s pie – farsz z soczewicy, warzyw i pomidorów, przykryty ziemniaczanym puree z mlekiem roślinnym.
- Veggie stew – gulasz z warzyw korzeniowych, soczewicy, fasoli, często z dodatkiem jęczmienia.
- Vegan curry – wbrew pozorom bardzo popularne w irlandzkich pubach: curry z ciecierzycą, batatem, szpinakiem.
- Vegan/veggie burger – z fasoli, buraka, soczewicy albo gotowego „mięsa roślinnego”, podawany z frytkami i sałatką.
Dobrą strategią jest szukanie w menu słów “nut roast”, “lentil”, “bean stew” – wiele lokali ma przynajmniej jedno takie danie jako alternatywę dla osób nienajedzonych sałatką.
Desery: crumble, bread & butter pudding i inne „słodkie koce”
Jeśli po wszystkich tych zupach i gulaszach zostało ci jeszcze miejsce na deser, irlandzkie słodkości też mają coś do powiedzenia. To nie są misternie dekorowane ciastka z paryskiej cukierni, tylko raczej ciepłe, domowe desery, po których człowiek ma ochotę zdrzemnąć się przy kominku.
Najczęściej spotkasz:
- Apple crumble – zapiekane jabłka pod kruszonką z mąki, cukru i masła, często z dodatkiem cynamonu.
- Rhubarb crumble – wersja z rabarbarem, lekko kwaskowa, świetna z kremem lub lodami.
- Bread & butter pudding – zapiekanka z czerstwego chleba lub bułek, masła, jajek, mleka/śmietanki i rodzynek; przykład, jak nic się tu nie marnuje.
- Sticky toffee pudding – wilgotne ciasto z daktylami, polane gęstym, karmelowym sosem.
Większość z tych deserów podaje się na ciepło, z custard (krem angielski), lodami waniliowymi lub bitą śmietaną. Jeśli jest chłodno i deszczowo, trudno o lepsze zakończenie dnia niż crumble z parującym jeszcze nad talerzem sosem.
Dobry trik na podróże poza sezonem: kiedy w małym miasteczku większość atrakcji jest zamknięta, a wiatr przewiewa na wylot, wstąpienie do pubu na gorącą herbatę i bread & butter pudding potrafi uratować humor na resztę dnia.
Małe przekąski do piwa: chipsy, crispsy i tosty z szynką
Irlandzkie puby to nie tylko piwo, ale też drobne przekąski, które świetnie pasują do kufla. Może nie są to pełnoprawne dania, ale po kilku godzinach zwiedzania stają się całkiem poważnym posiłkiem.
Najbardziej „lokalne” drobiazgi to:
- Crisps – czyli nasze chipsy, często lokalnych marek (Tayto, King). Smaki typu cheese & onion albo salt & vinegar to klasyka.
- Toastie – prosty, gorący tost z serem i szynką, często dostępny nawet w barach, które oficjalnie „nie mają kuchni”.
- Sausage rolls – kawałek kiełbaski w cieście francuskim, popularny na szybko w piekarniach i na stacjach benzynowych.
- Scotch egg (czasem) – jajko na twardo w otoczce z mięsa mielonego i bułki tartej, smażone lub pieczone.
To zestaw, który świetnie działa, gdy nie masz siły na cały obiad, ale też nie chcesz pić na pusty żołądek. W wielu lokalach w porze wieczornej tosty z szynką i serem schodzą tak samo szybko jak piwo z nalewaka.
Najczęściej zadawane pytania (FAQ)
Co koniecznie zjeść w Irlandii po przylocie?
Na start najlepiej sprawdza się klasyka: irish breakfast (pełne śniadanie z jajkiem, kiełbaskami, bekonem, puddingiem i tostami lub soda bread), seafood chowder (gęsta zupa z ryb i owoców morza) oraz fish & chips. Te trzy dania dają szybki „skrót” tego, jak smakuje Irlandia: sycąco, maślano i bardzo komfortowo.
Dobrym pomysłem jest też spróbowanie irish stew (gulasz, zwykle z jagnięciny lub wołowiny) i kawałka brown soda bread z masłem. Jeśli lądujesz w nadmorskim mieście, dodaj do tego świeżą rybę dnia – często jest prosta w formie, ale świetna w smaku.
Czym różni się jedzenie w irlandzkim pubie od restauracji?
Puby serwują tzw. pub grub: duże porcje, proste dania, mniej kombinowania, za to sporo kalorii i „domowy” charakter. To tutaj najłatwiej zjeść chowder, fish & chips, burgera, irish stew czy pełne irlandzkie śniadanie, zwykle w bardziej przystępnej cenie.
Restauracje typu bistro czy „modern Irish” stawiają na kreatywność i sezonowe produkty. Zamiast zwykłego stew możesz dostać jagnięcinę w ziołowej panierce z puree z pasternaku, a zamiast klasycznego łososia – wędzonego na torfie, z domowym soda bread i masłem z wodorostami. Porcje bywają mniejsze, ale bardziej dopracowane.
Jak wygląda typowy dzień jedzeniowy w Irlandii (godziny posiłków)?
Śniadanie (breakfast) podawane jest zazwyczaj do ok. 11–12, od prostych tostów po full Irish breakfast. Lunch wypada między 12:00 a 15:00 – królują zupy z chlebem, kanapki, sałatki i mniejsze wersje dań głównych.
Między 17:00 a 19:00 wiele restauracji oferuje tzw. early bird – tańsze zestawy (np. przystawka + danie główne), świetne dla osób, które chcą „zjeść na mieście”, ale pilnują budżetu. Dinner zaczyna się od ok. 18:00; w pubach menu często jest podobne jak w lunchu, natomiast w restauracjach pojawia się pełna karta. Bar food w pubach może być dostępny przez wiele godzin, czasem aż do zamknięcia.
Jakie są tradycyjne irlandzkie dania z ziemniaków i jak je rozpoznać w menu?
Ziemniaki są w Irlandii wszędzie – często w dwóch wersjach na jednym talerzu. W menu najczęściej pojawiają się: mashed potatoes / mash (kremowe puree z dużą ilością masła i śmietanki), roast potatoes (pieczone ziemniaki z chrupiącą skórką), boiled potatoes (gotowane, czasem z masłem i pietruszką), chips (grube frytki) oraz wedges (łódeczki ziemniaczane z przyprawami).
Tradycyjne dodatki to też colcannon (puree ziemniaczane z jarmużem lub kapustą) i champ (puree ze szczypiorkiem). Jeśli porcja wydaje ci się „za ziemniaczana”, możesz grzecznie poprosić: „Could I have salad instead of chips, please?” albo „No potatoes, just vegetables, please.”
Co to jest irlandzkie soda bread i brown bread?
Soda bread to chleb na sodzie oczyszczonej zamiast drożdży. Ma lekko wilgotny, zbity środek i chrupiącą skórkę. Brown soda bread to jego pełnoziarnista, „ciemniejsza” wersja – gęstsza, bardziej orzechowa w smaku. Podaje się je często w kromkach do zupy, chowderu czy jako dodatek do śniadania.
W dobrych B&B lub restauracjach do soda bread dostaniesz kawałek żółtego, słonego masła – to jedno z najprostszych, a jednocześnie najbardziej „irlandzkich” połączeń. Jeśli na tablicy dnia widzisz „homemade soda bread”, zwykle warto się skusić.
Jakie produkty są wizytówką kuchni irlandzkiej?
Podstawowy „zestaw irlandzki” to: ziemniaki w różnych formach, masło i śmietanka z krów wypasanych na trawie, dobra wołowina (irish beef), jagnięcina (lamb), świeże ryby i owoce morza (szczególnie na zachodnim wybrzeżu) oraz lokalne sery, m.in. różne cheddary i Cashel Blue.
Te produkty przewijają się od śniadania po kolację. Masło pojawia się w puree i na chlebie, śmietanka zagęszcza chowder i desery, a ziemniaki są obowiązkowym dodatkiem do większości dań głównych. Jeśli w menu widzisz dopiski typu „local”, „grass-fed” czy „from the west coast”, to zwykle dobry trop przy wyborze.
Jak uniknąć „turystycznych pułapek” i dobrze zjeść w Irlandii?
Najbardziej podejrzane są lokale przy głównych atrakcjach, z menu w dziesięciu językach i zdjęciami dań na zewnątrz. Tam fish & chips bywa z mikrofali, a chowder z mrożonki. Lepiej skręcić ulicę dalej, poszukać pubu pełnego lokalnych bywalców i tablicy z „today’s special” wypisanej ręcznie.
Dobrym sygnałem jest menu z krótką listą dań, informacja o lokalnych produktach („local fish”, „Irish beef”, „seasonal vegetables”) i rotujące „specials”. W praktyce często wystarczy jedno pytanie do obsługi: „What would you recommend that’s local?” – i już wiesz, czego spróbować.





